Pojęcia,  Zawody medyczne

Jeszcze nie lekarz, już nie sanitariusz – Ratownik medyczny

Dzisiaj 13 października – ogłoszony jako dzień ratownika medycznego. Niektórzy nazywają go sanitariuszem, inni „prawie” lekarzem, jeszcze inni świrem… Pora rozwiać wątpliwości. Artykuł nie będzie „słodko-pierdzący”, może „mało-prawniczy”, być może kogoś oburzy, a kogoś rozbawi. Jednego mu nie można odmówić. Będzie prawdziwy.

Kim jest ratownik medyczny w polskim prawie?

Ratownik medyczny to zawód, który nie doczekał się ustawy. Funkcjonuje wyłącznie w ramach ustawy z dnia 8 września 2006 roku o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Ustawa ta mówi o Systemie PRM, który tworzą między innymi ratownicy medyczni, ale również dyspozytornie medyczne, koordynatorzy ratownictwa medycznego oraz centra powiadamiania ratunkowego. Ustawa o PRM nie skupia się zatem na samych ratownikach. Oznacza to, że nie posiadają oni samorządu, który reprezentowałby ich interesy np. w negocjacjach wyższych stawek, czy przy ustalaniu (najczęściej rozszerzaniu) kompetencji. Nie mają statusu zawodu zaufania publicznego. Mają natomiast status funkcjonariusza publicznego, ale tylko podczas udzielania pomocy medycznej.

[Jest wprawdzie w sejmie projekt ustawy o zawodzie ratownika medycznego, jednakże póki co temat wydaje się odległy – wraz z rozwojem wydarzeń obiecuję popełnić wpis też i na ten temat]

Ustawa o PRM powstała po aferze łowców skór, kto nie pamięta lub o tym nie słyszał – zapraszam pod link. Wielu starszych mieszkańców Łodzi do dziś nie widzi różnicy pomiędzy tamtymi sanitariuszami, a dzisiejszymi ratownikami medycznymi i od progu woła do nich per „pavuloniarze”, albo pyta czy ten zastrzyk to przypadkiem nie pavulon. Znakomicie.

Dzisiaj, w dniu ich święta, będzie mało prawniczo. Bardziej życiowo. Żeby wprowadzić nieświadomych choć trochę w specyfikę tego zawodu.

Ratownik medyczny – dlaczego to nie to samo co sanitariusz?

Zgodnie z art. 10 ustawy o PRM zawód ratownika medycznego może wykonywać osoba, która (w uproszczeniu):

  • przed dniem 1 października 2019 r. uzyskała tytuł zawodowy licencjata lub magistra na kierunku (specjalności) ratownictwo medycznego; lub
  • po 1 października 2019 roku ukończyła studia wyższe przygotowujące do wykonywania zawodu ratownika medycznego, i złożyła z wynikiem pozytywnym Państwowy Egzamin z Ratownictwa Medycznego; lub
  • rozpoczęła przed dniem 1 marca 2013 r. naukę w publicznej szkole policealnej lub niepublicznej szkole policealnej o uprawnieniach szkoły publicznej i uzyskała dyplom potwierdzający uzyskanie tytułu zawodowego ratownik medyczny albo dyplom potwierdzający kwalifikacje zawodowe w zawodzie ratownik medyczny; lub
  • posiada dyplom wydany w państwie Unii Europejskiej lub w innym niż państwo członkowskie Unii Europejskiej uznany w Rzeczypospolitej Polskiej za równoważny z dyplomem uzyskiwanym w Rzeczypospolitej Polskiej, potwierdzającym tytuł zawodowy ratownik medyczny.

Znakomita ilość ratowników medycznych to osoby z wyższym wykształceniem. Wielu spośród nich legitymuje się licencjatem nie tylko z ratownictwa, ale także z pielęgniarstwa, lub kierunków Natomiast ci, którzy posiadali uprawnienia do wykonywania zawodu ratownika medycznego przed dniem 1 marca 2013 roku ukończyli tzw. studium.

Kompetencje ratownika medycznego również nie są ważkie. Ustawa określa je ogólnikowo, precyzuje zaś rozporządzenie. Praca ratownika medycznego polega na udzielaniu świadczeń zdrowotnych, w tym medycznych czynności ratunkowych udzielanych samodzielnie lub na zlecenie lekarza; zabezpieczeniu osób znajdujących się w miejscu zdarzenia oraz podejmowaniu działań zapobiegających zwiększeniu liczby osób w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego; transportowaniu osób w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego; udzielaniu wsparcia psychicznego w sytuacji powodującej stan nagłego zagrożenia zdrowotnego; edukacji zdrowotnej i promocji zdrowia.

Rozporządzenie precyzuje – dla ciekawych LINK. Najogólniej ujmując, ratownik medyczny może podać pacjentowi samodzielnie – tj. bez zlecenia lekarza, obecnie 47 leków. Ponadto jest obowiązany wykonać samodzielnie takie czynności jak między innymi ocena stanu pacjenta, badanie podmiotowe i przedmiotowe, podaż leków, podjęcie i prowadzenie resustytacji krążeniowo-oddechowej, wykonanie defibrylacji, intubacja dotchawicza w nagłym zatrzymaniu krążenia, odsysanie dróg oddechowych, wykonanie kardiowersji, opatrywanie ran, tamowanie krwawień, zabezpieczanie złamań i innych urazów, aż po przyjęcie porodu i opieki medycznej nad noworodkiem i rodzącą.

Przekrój kompetencji jest gigantyczny – zatem umiejętności ratownika medycznego powinny być na odpowiednio wysokim poziomie. Dobry ratownik winien charakteryzować się wiedzą (chociażby ogólną) z niemalże każdej dziedziny medycyny. Odpowiedzialność duża – szczególnie kiedy nie ma się „za sobą” samorządu zawodowego, prawda?

Sanitariusz natomiast kiedyś jeździł w karetce. Wykonywał proste czynności medyczne na zlecenie lekarza i pełnił funkcję „noszowego”. Obecnie w karetkach jeżdżą zespoły: P- podstawowe (składające się z ratowników medycznych/pielęgniarek) oraz S- specjalistyczne (ratownicy medyczni/pielęgniarki + lekarz).

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 29 marca 1999 roku w sprawie kwalifikacji wymaganych od pracowników na poszczególnych rodzajach stanowisk pracy w publicznych zakładach opieki zdrowotnej pracownik zatrudniony na stanowisku sanitariusza (noszowego) powinien posiadać wykształcenie co najmniej podstawowe oraz przeszkolenie w miejscu pracy. Sanitariusz / sanitariusz szpitalny nie posiada uprawnień do udzielania świadczeń zdrowotnych.

A
Ty, nadal nazwiesz ratownika medycznego sanitariuszem? 

Historie z karetki – czyli o bucie zaciasnym i kukle leżącej na placu

Jak wspominałam kiedyś – mój mąż jest ratownikiem medycznym już od kilku lat. Liczba historii, które mi opowiedział przez ten czas, pozwala mi wysnuć jeden wniosek – 80% wzywających karetkę robi to z nieuzasadnionych powodów.

Pacjentom często nie chce się czekać na planową wizytę u lekarza, traktują karetkę jak taxi, a ratowników jak tragarzy i chłopców na posyłki. Wzywający niejednokrotnie potrzebują skierowania na badania, zwolnienia lekarskiego lub recepty. Nie chce im się iść do przychodni (tzw. POZ), albo też w przychodni nie uzyskali oczekiwanej porady medycznej i liczą, że pogotowie jest „właśnie od tego”. Pacjenci liczą, że dzięki „przywiezieniu przez karetkę” ominą szpitalną „kolejkę” i będą mieli szybciej wykonane badania. Dla niektórych karetka to lek na samotność, pokój zwierzeń, a i przychodnia na kółkach w jednym.

To wszystko wina też – nie ukrywajmy – niedociągnięć w polskiej ochronie zdrowia. No i małej świadomości społecznej, bo zawód ratownika medycznego i jego rola nigdy nie był w mediach nagłaśniany tak jak chociażby pielęgniarki. A Polacy lubią powiedzenie: „płacę podatki to mi się należy”. Pacjenci pogotowia mają na sumieniu wiele grzeszków, łącznie z kłamstwem na czele…

Boląca noga? No cóż, może się okazać, że po zdjęciu niewygodnego buta ból w istocie ustaje. Kto by tam pomyślał, że ból może być spowodowany zaciasnym obuwiem, lepiej wybrać 999.

„Na placu ktoś leży i nie daje znaku życia” – można usłyszeć w słuchawce. Przyjeżdża zespół ratownictwa medycznego na rzeczony plac i już jadąc, domyśla się w czym jest rzecz. Sklep z militariami wystawił kukłę żołnierza, które leży przed sklepem całą dobę. Kolejny „miłosierny samarytanin” zobaczył ją z okna auta lub tramwaju. I bez większej refleksji zadzwonił po pogotowie. Podobnych wizyt wcale nie jest mało – na ogródkach działkowych leży człowiek – więc wezwano pogotowie. Zespół stawia się gotowy no i odnajduje w krzaku leżącą…parę spranych jeansów, zostawionych prawdopodobnie po lepszej libacji alkoholowej.

Ból krzyża/ucha/stopy od pół roku, niemożność oddania stolca („to pogotowie nie zrobi lewatywy?”), „szczypanie oczu podczas robienia kupy” (przepraszam za taką obrazowość – ale to wszystko historie przez życie pisane), duszność okazująca się być klasycznym przeziębieniem, problemy z zaśnięciem, uczucie „bycia nieprzytomnym od rana”, czy uczucie „dziwnego zatykania” – to tylko niektóre powody przyjazdów zespołów ratunkowych.

Oprócz tego wśród pacjentów prym wiodą starsze panie tzw. Janiny i Leokadie, które dręczone samotnością, lubią zrobić sobie „kontrolne” EKG o trzeciej w nocy w sobotę (w niedziele nie dzwonią bo myślą, że „nieczynne”). Czasem można poprosić o receptę, bo lek właśnie się skończył. Innym razem chęć pojechania na „wakacje” do szpitala jest tak silna, że troszkę można podkoloryzować swoje dolegliwości.

Janina, osoba rzekomo dusząca się z silnym bólem w klatce piersiowej, po podniesieniu słuchawki domofonu odpowiada ratownikom rześkim głosem: „już otwieram” . A po wejściu ratownicy potykają się o spakowane walizki starszej pani, która zastanawia się czy do szpitala jechać w sukience niebieskiej i lekko podkręconych włosach. Gdzie tam, Sanatorium miłości przy tym się chowa. Janina bardzo zawiedziona, że pogotowie nie zniesie jej do karetki niczym królowej na lektyce (a sąsiadkę tydzień temu znosili, sick, wygrała ranking najbardziej chorych w bloku…), schodzi po schodach samodzielnie, pukając po drodze do drzwi sąsiadek i obwieszczając im: „tak Krysiu, niestety zabierają mnie do szpitala”. Janina jeszcze nie wie, że wróci stamtąd za parę godzin, bo szpital to jednak nie sanatorium. Ale ratownik medyczny nie może odmówić zabrania pacjenta, jeśli ten chce jechać. A sąsiadka Leokadia zobaczywszy z okna, że Janinę dzisiaj „zabrali”, niechybnie też chwyci za słuchawkę i wykręci 999. Nie może przecież być „gorsza”. Nawet jeśli jej jedyny problem to to… że wpadła jej sztuczna szczęka za PRL-owski kredens i nie ma kto go wyjąć.

I tak to się kręci. Ratownik medyczny nie może „wlepić mandatu” za nieuzasadnioną wizytę. Może co najwyżej wezwać policję. Ale wystarczy, że wizyta miała jakikolwiek powód medyczny i już jest uzasadniona. Pacjent przecież miał prawo nie wiedzieć, że skaleczony palec nie grozi amputacją, a to nie jego wina, że widok krwi od zawsze go przeraża.

Ale nie zawsze jest tak wesoło.

Czasem ratownik woli nie wychodzić z karetki, bo pacjent biegnie w jego stronę i wymachuje nożem. A policja przyjedzie dopiero za 20 minut. Czasem na melinie nie widać, gdzie leżą ludzie, gdzie ich fekalia, a gdzie są rozrzucone strzykawki. Lepiej mieć buty z solidną podeszwą. I gaz pieprzowy pod ręką.

Czasem ratownik musi ratować ludzkie życie, a potem godzić się z tym, że nie może nic w istocie zrobić, bo nie jest Bogiem. A zaraz potem jechać na następną wizytę, bo jeśli „zejdzie” z dyżuru to nikt go nie zastąpi. I musi być nadwyraz miły dla kolejnego chorego. Wystarczy przecież, że ratownik nie uśmiechnie się w odpowiedni sposób – zaraz dostanie w twarz „prawami pacjenta”. Pacjent nierychło przy tym przypomni mu, że nie jest lekarzem. Choć jednocześnie wymaga się od niego wiedzy, postępowania i odpowiedzialności „jak od lekarza”. Taki paradoks. Potem ratownik wraca do domu i musi umieć żyć z tym, co widział, bo następnego dnia kolejny dzień pracy. A w domu czekają dzieci, choć czyjeś dziecko niedawno musiał pożegnać.

Praca jest ciężka, odpowiedzialna, ryzykowna. Inne określenia? Niewdzięczna, nieszanowna społecznie, słabo płatna. Każdy ratownik na pewno dołożyłby coś od siebie. Jednak ktoś musi ją wykonywać. I ratownicy medyczni siedzą w tym. Z poczucia obowiązku, z przekonania, może z pociągu do adrenaliny, a może z powołania do takiej właśnie służby?

A
Ty – dzisiaj - w dniu ich święta, możesz im pomóc. Wiesz jak?

Uświadamiając siebie i innych kiedy naprawdę dzwonić po pogotowie

Tak tak, wcale nie musisz piać peanów na cześć ratowników. Nikt tego nie oczekuje.

To ich praca. Fajnie, jeśli zapamiętasz na czym polega i z czym się wiąże. Ale wystarczy, że zapamiętasz, od czego faktycznie są ratownicy medyczni.

Zgodnie z art. 4 ustawy o PRM Kto zauważy osobę lub osoby znajdujące się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego lub jest świadkiem zdarzenia powodującego taki stan, w miarę posiadanych możliwości i umiejętności ma obowiązek niezwłocznego podjęcia działań zmierzających do skutecznego powiadomienia o tym zdarzeniu podmiotów ustawowo powołanych do niesienia pomocy osobom w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.

Czym zatem jest ów stan nagłego zagrożenia zdrowotnego?

To stan polegający na nagłym lub przewidywanym w krótkim czasie pojawieniu się objawów pogarszania zdrowia, którego bezpośrednim następstwem może być poważne uszkodzenie funkcji organizmu lub uszkodzenie ciała lub utrata życia, wymagający podjęcia natychmiastowych medycznych czynności ratunkowych i leczenia.

Będzie to w szczególności:

  • zatrzymanie krążenia,
  • utrata świadomości lub jej zaburzenia,
  • poważne urazy,
  • wypadki samochodowe z rannymi,
  • inne wypadki np. upadek z wysokości, wypadki skutkujące rozległymi ranami szarpanymi,
  • nagłe zaburzenia rytmu serca,
  • nagły, ostry ból w klatce piersiowej,
  • nagły niedowład kończyn, utrudniona mowa,
  • nagły, ostry ból brzucha,
  • nasilona duszność,
  • masywne krwotoki, szczególnie z dróg rodnych,
  • uporczywe wymioty zwłaszcza z domieszką krwi,
  • gwałtownie (!) postępujący poród,
  • ostre i nasilone reakcje uczuleniowe,
  • rozległe oparzenia,
  • zatrucia lekami, środkami chemicznymi lub gazami,
  • porażenie prądem,
  • hipotermia (wyziębienie organizmu),
  • agresja spowodowana chorobą psychiczną,
  • próba samobójcza.

Z pewnością nie będzie to:

  • lżejsze zachorowanie (np. przeziębienie),
  • przewlekła choroba, nieprzebiegająca w sposób nagły,
  • bóle nie stwarzające nagłego zagrożenia zdrowia i życia (np. przewlekłe bóle reumatyczne, bóle krzyża),
  • potrzeba wypisania recepty, zwolnienia lekarskiego, skierowania do specjalisty lub innych zaświadczeń,
  • chęć podwiezienia do szpitala celem realizacji uprzednio wystawionego skierowania (karetka to nie taksówka!).

W powyżej opisanych przypadkach udajemy się do Przychodni POZ (Podstawowej Opieki Zdrowotnej) w dni powszednie (od poniedziałku do piątku) w godz. 8-18. W godzinach wieczornych (po 18 a do godziny 8 rano) oraz w święta udajemy się do Przychodni NiŚOZ (nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej).

Natomiast na Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR) udajemy się osobiście w przypadku POWAŻNYCH zachorowań i urazów, nie wymagających wezwania pogotowia, przez całą dobę. Nie należy jednak nadużywać i tej instytucji, gdyż SOR w istocie to nie całodobowa przychodnia, a przychodzenie tam z ważkich powodów jest delikatnie mówiąc niemądre.

Jeśli zaś faktycznie jak taka potrzeba – dzwoń po pogotowie. I pamiętaj – ratownik medyczny faktycznie to nie lekarz, ale też nie sanitariusz po kursie pierwszej pomocy…

About Sylwia Podgórska-Mackiewicz

Piszę prawie od zawsze. Przy okazji skończyłam studia prawnicze, jestem aplikantem radcowskim, mamą dwóch chłopaków oraz żoną ratownika medycznego. Po zmieszaniu zamiłowania do prawa, "lekkiego pióra" i słabości do medycyny powstał mój blog - prawomedyka, czyli o prawie dla personelu medycznego i nie tylko!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *