Historie z sal sądowych

Sprawy z wokandy: zakażenia szpitalne

Tematyka zakażeń szpitalnych budzi wiele emocji, wszak dotyczy pacjentów, którzy trafiają do szpitala ze „swoją” dolegliwością, a jednak w szpitalu dochodzi u nich do zakażenia innym patogenem, niż ten, który spowodował hospitalizację. Dziś, na kanwie najnowszego orzecznictwa, przyjrzymy się temu zagadnieniu nieco bliżej. I nie mówimy o sprawie związanej z zakażeniem wirusem SARS CoV-2…

Czym jest zakażenie szpitalne?

Zakażenia szpitalne, zgodnie z art. 2 pkt 33 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, to zakażenie, które wystąpiło w związku z udzieleniem świadczeń zdrowotnych, w przypadku gdy choroba:

a)nie pozostawała w momencie udzielania świadczeń zdrowotnych w okresie wylęgania albo
b)wystąpiła po udzieleniu świadczeń zdrowotnych, w okresie nie dłuższym niż najdłuższy okres jej wylęgania.

Czy zawsze za zakażenie szpitalne odpowiada zatem sam szpital? Przyjrzyjmy się przykładowi z życia.

Brak badań przesiewowych przy przyjęciu pacjenta

W maju 2019 r. do jednego ze szpitali został przekazany (wcześniej hospitalizowany) pacjent, u którego nie przeprowadzono badań przesiewowych w kierunku wykrycia Klebsiella pneumoniae NDM (tak zwanej: „bakterii New Delhi”). Pacjent ten, zgodnie z ustaleniami poczynionymi w tej sprawie oraz stosownie do obowiązujących zaleceń prowadzenia mikrobiologicznych badań przesiewowych u hospitalizowanych pacjentów, kwalifikował się do kategorii wysokiego ryzyka nosicielstwa bakterii.

Dopiero w piątej dobie pobytu pacjenta w tymże podmiocie, wykryto u niego ww. patogen. Pomimo tego, w szpitalu nie wdrożono wówczas jakichkolwiek badań screeningowych pozostałych pacjentów. W rezultacie doszło do zakażenia 50 pacjentów.

Rzecznik Praw Pacjenta uznał, że praktyka polegająca na:

  • niewykonywaniu badań przesiewowych przy przyjęciu do Szpitala w kierunku wystąpienia bakterii Klebsiella pneumoniae NDM u wszystkich pacjentów, którzy byli uprzednio hospitalizowani w ciągu ostatniego roku, niezależnie od miejsca tej hospitalizacji -> przez co w konsekwencji doszło u innych pacjentów do zakażenia powyższym patogenem chorobotwórczym,

    narusza zbiorowe prawo pacjentów do świadczeń zdrowotnych udzielanych z należytą starannością w warunkach odpowiadających określonym w odrębnych przepisach wymaganiom fachowym i sanitarnym.

Ta decyzja została zaskarżona przez Szpital, a sprawa znalazła swój finał w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Szpital podnosił między innymi, że zachował należytą staranność przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych, a nadto nie miał obowiązku wynikającego z przepisów prawa, aby przeprowadzać badania przesiewowe w kierunku wykrycia Klebsiella pneumoniae NDM u wspomnianego pacjenta, czy też u pozostałych pacjentów.

Co na to Naczelny Sąd Administracyjny?

Sąd przyznał rację Rzecznikowi Praw Pacjenta.

Wskazał, że: w związku z przyjęciem do Szpitala tzw. „pacjenta zero” nie zastosowano odpowiednich środków, które miałyby uniemożliwić rozprzestrzenianie się patogenu, co doprowadziło do krytycznej sytuacji epidemiologicznej w jednostce i zagrożenia innych pacjentów przebywających w placówce medycznej. (…) Poza tym Szpital dopiero po kilku miesiącach od wykrycia u „pacjenta zero” patogenu wdrożył odpowiednie procedury.

Okoliczności te oceniono jako obiektywne, gdyż procedury, których Szpital nie dopełnił były konieczne w przedmiotowej sprawie, co potwierdzały, między innymi, opinia konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie mikrobiologii, a także zalecenia prowadzenia mikrobiologicznych badań przesiewowych u hospitalizowanych pacjentów z 2017 r.

Naczelny Sąd Administracyjny uznał zatem, że działania szpitala nie wyczerpały przesłanki należytej staranności przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych, skoro zaistniała potrzeba wdrożenia odpowiednich procedur, które jak wynika z akt sprawy na etapie wystąpienia zagrożenia, nie zostały dokonane w odpowiednim czasie, co doprowadziło do zakażenia innych 50 pacjentów.

Źródło: Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 25 marca 2021 r. sygn. akt II OSK 3000/2

Czy zawsze odpowiedzialność za zakażenie szpitalne poniesie szpital?

Oczywiście w prawie nie możemy powiedzieć, że coś stanie się na pewno. Jednakże trzeba podkreślić, iż w sprawach zakażeń szpitalnych obowiązuje domniemanie faktyczne, że do zakażenia doszło na skutek zaniedbania po stronie szpitala.

W uproszczeniu: pacjent ma za zadanie w takiej sprawie jedynie udowodnić, że do zakażenia doszło w szpitalu, a wówczas to na szpital przechodzi ciężar udowodnienia, że ten w danej sprawie dołożył staranności wymaganej od profesjonalisty, aby zakażeniu zapobiec.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego (np. wyrok z dnia 22 lutego 2012 r., IV CSK 245/11), wielokrotnie było prezentowane stanowisko, że w sprawach o naprawienie szkód medycznych wykazanie przez poszkodowanego pacjenta przesłanek odpowiedzialności zakładu opieki zdrowotnej jest zadaniem ogromnie trudnym, a niekiedy wręcz niewykonalnym. W szczególności zaś nie można wymagać od poszkodowanego wykazania, że przyczynę zakażenia stanowiło konkretne zaniedbanie, ani w sposób absolutnie pewny związku przyczynowego między zdarzeniem sprawczym a szkodą. Wystarczające jest wykazanie dostatecznej dozy prawdopodobieństwa jego wystąpienia. (wyroki Sądu Najwyższego z dnia 20 sierpnia 1968 r., II CR 310/68, z dnia 17 czerwca 1969 r., II CR 165/69 i z dnia 12 stycznia 1977 r., II CR 571/76).

Na tym tle zarówno w orzecznictwie Sądu Najwyższego, jak i w literaturze przedmiotu uznaje się za dopuszczalne korzystanie z konstrukcji domniemań faktycznych i to nie tylko w odniesieniu do miejsca zakażenia i związku przyczynowego między zakażeniem a pobytem pacjenta w placówce leczniczej, lecz także w odniesieniu do niedbalstwa personelu tej placówki. Z kolei w wyroku z dnia 17 maja 2007 r., III CSK 429/06, Sąd Najwyższy stwierdził, że w sprawach dotyczących tzw. zakażeń szpitalnych możliwe i uzasadnione jest przyjęcie niedbalstwa placówki służby zdrowia w drodze domniemania faktycznego, przy braku dowodu przeciwnego.

Czy można uniknąć odpowiedzialności za zakażenia szpitalne?

Na zakończenie nie powiem nic odkrywczego. Nie ma magicznej mocy, która pozwoli na uniknięcie odpowiedzialności, jeśli doszło do zaniedbań.

Nie ma też ludzi niepopełniających błędów.

Naczelną zasadą jest zatem realizowanie zasad modelu należytej staranności przez placówki medyczne oraz jej personel. Oczywiście nie oznacza to, że medyk ma dokonywać cudów, jednak: musi to być staranność wysokiego stopnia, oznaczająca, że powstanie wypadku czy innego ujemnego dla pacjenta zdarzenia wyrządzającego mu szkodę było nie do uniknięcia nawet przez najbardziej przezornego, starannego i kwalifikowanego lekarza” (M. N., Prawo medyczne, s. 42)

About Sylwia Podgórska-Mackiewicz

Piszę prawie od zawsze. Przy okazji skończyłam studia prawnicze oraz aplikację radcowską. Prywatnie żona ratownika medycznego. Po zmieszaniu zamiłowania do prawa, "lekkiego pióra" i słabości do medycyny powstał mój blog - prawomedyka, czyli o prawie dla personelu medycznego i nie tylko!